[PL] Jak to zrobić: Hibernacja Hyper-V

Tak, ten post decydowanie zalicza się do listy postów na temat czegoś co jest bez sensu. A więc i sam post jest bez sensu (Karol !). Jednakże temat ten wrócił do mnie ostatnio, ze względu na prowadzone prace na serwerze i konieczność zabrania ich do domu (i kontynuowania!) bez większych prac dodatkowych. W przypadku jednego z systemów (a więc klienckiego Windows 7 Ultimate N) nie ma żadnego kłopotu – zamknięcie klapy laptopa równa się rozpoczęciu hibernacji i mozna iść do domu. W przypadku drugiego systemu, jakim jest platforma serwerowa już tak prosto nie jest. I to powodowało u mnie pewną niezgodność ze światem. No bo ja bym chciał, a on się opiera (no gdyby to jeszcze była ona – Instancja – to może u bym uległ, ale tu?).

System jest sam w sobie zaprzeczeniem tego co można zrobić (czyt. co jest zalecane) według producenta. Mamy więc takiego stwora: Windows Server 2008 Datacenter R2 SP1 + SQL Server 2008 R2 SP1 + Active Directory + SharePoint Server 2010 SP1 + Hyper-V + Office 2010 Professional + kilka pomniejszych aplikacji = wszystko na przenośnym (a jakże) komputerku. I kiedy już uruchomiłem większość z tego co potrzebuję i chcę go zabrać do domu – muszę wszystko wyłączyć, co przecież jest bez sensu. Tak wiem, że serwer z zainstalowaną rolą Hyper-V nie pozwala na hibernację, bo ta rola wyłącza funkcję i hibernacji i uśpienia  (o matko, nawet nie mogę go przenieść do innego pokoju).

Jest taki artykuł na Microsoft czyli TechNet: Cómo deshabilitar y volver a habilitar la hibernación en un equipo con Windows (upss, miało być po naszemu):  How to disable and re-enable hibernation on a computer that is running Windows, gdzie są podane przykłady jak włączyć/wyłączyć hibernację na komputerze, za pomocą konsoli cmd i/lub aplikacji. No to spróbujmy za pomocą linii komend, znanym poleceniem powercfg:

Rys.1 | z uprawnieniami administratora: powercfg.exe /hibernate on (czyli włącz hibernację)

Rys2. | “A łyżka na to niemożliwe” – znaczy sie nie jest to rozwiązanie wspierane.

Tego się oczywiście spodziewałem, więc może spróbujemy użyć wpomnianej aplikacji FixIT.

 

Rys.3&4 | Pobranie aplikacji, zezwolenie na instalację, umowa licencyjna (ciekawe czemu po polsku…)

Rys.5 | Ten skrypt Microsoft FixIt nie dotyczy…

Czyli jednak jest nie tak jak oczekiwałem. Ostatni w zasadzie punkt jaki przychodzi w tym momencie do głowy (a w zasadzie pod palce) do wejście do matrixa, czyli w Rejestr Systemowy. Spróbujmy. Fragment rejestru odpowiedzialny za hibernację jest dostępny pod adresem: Computer\HKEY_LOCAL_MACHINE\SYSTEM\CurrentControlSet\services\hvboot

Rys.6 | W gałęzi HVBOOT odnajdujemy wartość odpowiadającą za start Hyper-V…

Rys.7 | … i dokonujemy zmiany wartości START, która jest ustawiona domyślnie z 1…

Rys.8 | …na 3, co pozwoli nam na dalsze prace.

Rys.9 | To jeszcze dla pewności ponówmy tę operację ulu
bionym wierszem poleceń komendą: se config hvboot start= demand

Dla porządku dlaczego akurat zmiana wartości z 1 na 3, a nie na coś innego? Bowiem takie wartości możemy przypisać tej funkcji:

  • 0 – Boot (Not supported by hvboot)
  • 1 – System
  • 2 – Auto
  • 3 – On Demand
  • 4 – Disabled

NIestety nie zmieni to naszego głównego układu w menu, gdzie dalej będziemy mieli tylko: Log Off / Switch User / Lock / Restart / Shut Down. Ale możemy tę niedogodność obejść (żeby nie używać cmd za każdym razem) i zrobić sobie skrót, który wywoła nam to co potrzebujemy. Przy okazji załatwiamy i temat Uśpienia i Hibernacji.

Rys.10 | Robimy na pulpicie (tfu, desktopie toż to przecież angielskojęzyczny serwer) skrót do dll-ki, która wywoła nam uśpienie/hibernację

Rys.11 | Nazywamy ją sobie jakkolwiek

Rys.12 | Na prawie samym końcu możemy jeszcze sprawdzić, czy udało nam się uruchomić funkcję o której pisałem na początku. Jak widać tak!! Bez niej nasz skrót nie zadziała !

Teraz na pulpicie mamy dwa niezbyt ładne skróty – no cóż trzeba będzie tuning jakiś albo tweaking serwera zrobić, żeby było przyjemniej.

W zasadzie to wszystko. Praca zakończona, środowisko pracuje, hibernuje się i co najważniejsze wstaje prawie bez problemów (no dobrze, trzeba jeszcze raz wbić się do SSMS, czy poczekać dłużej na podłączenie karty sieciowej) ale generalnie działa tak jak planowałem. Teraz będą słabsze zdjęcia, ale aparatem telefonicznym były robione.

 

Rys.13&14 | Mamy więc pracujące aplikacje (łęcznie z SQL, AD, Hyper-V) i skrót HIBERNATE w lewym górnym rogu, a następnie po zahibernowaniu ekran wznawiania komputera.

 

Rys.15&16 | Mamy ekran logowania (czyli system się nie wysypał) i nawet wszystkich uprzednio zalogowanych użytkowników (więc system rzeczywiście się nie wywalił)!

Rys.17 | Koniec wieńczy dzieło – czyli po zalogowaniu się aplikacje też pracują (jak wspomniałem wcześniej do SQL trzeba było się “do-logować”, ale cały SSMS jest tam gdzie był).

Ech, warto było.

[PL] Piątkowe przygody… z VMware – część druga

W poprzednim poście opisałem przygodę z instalacją aplikacji VMware Workstation 7.1 oraz podniesieniem jej wersji do 7.1.4. Czas na instalację pierwszej maszyny, a potem następnych. Operacja ta jest prosta, choć również czasochłonna. Na całe szczęście sam proces jest mocno zautomatyzowany zwłaszcza przy instalacji (nie nadzorowanej).

Rys.1: Pierwsze okienko startowe samej aplikacji pozwala nam na utworzenie nowej maszyny przeznaczonej na instalację nowego systemu /New Virtual Machine/, stworzeniu nowego zespołu maszyn /New Team/ lub uruchomienie już istniejącego środowiska /Open Existing VM or Team/

 

Rys.2 | Rys.3: Po wybraniu opcji utworzenia nowej maszyny możemy uruchomić instalację domyślną /Typical/ lub zaawansowaną /Custom/. Nastepnie podajemy źródło systemu: dysk optyczny (z napędu dvd), plik iso (gdzieś ze swoich zasobów), albo wybrac opcje instalacji systemu później.

 

Rys.4 | Rys.5: Ja wybrałem jeden ze swoich obrazów, oczywiście z systemem Windows, który po podłączeniu pozwala na podanie klucza produktu, wersji produktu (np Windows Enterprise), oraz podstawowej personalizacji (ustawienie konta użytkownika i hasła).

 

Rys.6 | Rys.7: Jeśli podamy takie samo konto użytkownika, jak istniejące wbudowane konto w systemie gościa, aplikacja pokaże nam ostreżenie o możliwym konflikcie. nastepnie wybieramy nazwę dla naszej wirtualnej maszyny, oraz podajemy jej lokalizację UWAGA! domyślnie jest to C:\Program Files… więc może nam bardzo szybko zabraknąć miejsca, jełsi jej nie zmienimy.

 

Rys.8 | Rys.9: Przedostatnią opcją jest wybranie wielkości dysku wirtualnego (domyśłnie dla Windows x64 jest to 40 GB) /Specify Disk Capacity/, oraz potwierdzenie końcowych ustawień. Tutaj zamiast kliknąć /Finish/ (co spowoduje początek instalacji – jeśli zaznaczymy opcję Power on this virtual machine after creation), możemy jeszcze przejść do bardzo szczegółowej kastomizacji sprzętowej.

  

Rys.10 | Rys.11: Ustawienia pamięci /Memory/ są jednymi z najważniejszych, gdyż to najbardziej wpływa na wydajność naszych systemów (zarówno gościa jak i gospodarza). Z domyślnej wielkości 1024MB (zalecane minimum dla systemu gościa) ja zmieniłem ustawienia na 1512MB, co pozwala mi w miarę komfortowo uruchomić dwie równoczesne maszyny.

 

Rys.12 | Rys.13: Ustawienia procesorów (ja tutaj za dużo zrobić nie mogłem mając jeden procesor z dwoma core’ami). Ale trochę można zrobić wybierając tryb wirtualizacji pomiędzy: Automatic, Automatic with ReplayBinary Translation, Intel VT-x or AMD-V oraz Intel VT-x/EPT or AMD-V/RVI.  Trochę więcej mogę zrobić przy ustawieniach napędu (można go od razu nie podłączać) albo podłaczyć obraz ISO, lub dysk fizyczny.

 

Rys.14 | Rys.15: Tak samo można postąpić z napedem dyskietek, który w tym wypadku wyłączyłem zupełnie. Nastepnym krokiem jest podłaczenie adaptera sieciowego, z domyślnie właczonym NATowaniem.

 

Rys.16 | Rys.17: W zakładce kontrolera USB, możemy ustawić obsługę USB 2.0 (3.0) niestety jeszcze nie ma, automatycznie podłączać nowe urządzenia, oraz pokazywać lub nie owe urządzenia. Karta dźwiękowa dla serwera nie jest nam potrzebna więc możemy ją odłaczyć, albo uzyć domyślnych ustawień.

 

Rys.18 | Rys.19: Jełśi nie zamierzamy używać drukarki, lub jej po prostu nie posiadamy, możemy odłaczyć to urządzenie od razu na początku. na końcu możemy dokonfigurowac ustawienia wyświetlacza, włączając lub nie obsługę wspomagania 3D Graphics oraz wybrać monitory (ich ilość i rozdzielczość).

 

Rys.20: Jeśli wybierzemy opcję pokazywania urządzeń USB, to dostaniemy taki komunikat jak powyżej.

 

Rys.21 | Rys.22: Po tych kilkunastu ekranach wreszcie możemy przejść do najciekawszej części, podczas której nic się nie dzieje… czyli instalacji systemu. Wszystko instaluje się samo, zupełnie nam nie przeszkadzając w piciu kawy.

 

Rys.23 | Rys.24: Kiedy system nam się zainstaluje, wysyłamy mu polecenie Ctrl+Alt+Del i na początku aplikacja doinstalowuje dodatki pozwalające jej na sprawne zarządzanie i integrację z systemem. Po tej instalacji środowisko się samoczynnie restartuje i jest gotowe do pracy.

Zanim sam wirtualny serwer było gotowy pobrałem poprawki, o których pisałem w poście TUTAJ. Wracając na chwile do momentu wyboru systemu, warto dodać, że aplikacja obsługuje 78 systemów na chwile obecna. W następny piątek postaram się napisać kilka słów i niektórych właściwościach tej aplikacji.

[PL] Piątkowe Przygody z… VMware – część pierwsza

Czasem się zdarza tak,  ze nie ma możliwości korzystania z Hyper-V. Np ma się laptopa, uruchomionego PowerPointa, przeglądarkę (ulubioną/lub nie), wyszukiwarkę (jw), komunikator (najlepiej szyfrowany), Outlooka, OneNote i jeszcze gdzieś się musi zmieścić maszyna do pokazania tego o czym rozmawiamy. Czyli ostatnio coraz częstszy widok na spotkaniach biznesowo-technicznych. I dlatego od pewnego czasu na jednym z laptopów używam własnie WMware.

Oczywiście w rozwiązaniach biznesowych (czyt. Data Center) najlepszym zastosowaniem będize ESX lub ESXi Server, do którego może kiedyś dojdę (albo i nie). Dla mnie na dzień dzisiejszy aktualnym tematem jest VMware Workstation 7.1. Pobrałem sobie kilka dni temu instalkę, niecnie wykorzystując status MCT i zabrałem się do pracy. Plan jest taki, aby postawić sobie kilka maszyn (w pierwszych założeniach ma być ich około czternastu, ale juz się trochę rozrosły…) i trochę na nich popracować, potestować, popróbować. Oczywiście mój biedny laptop nie udźwignie więcej niż trzech na raz, ale tyle mi wystarcza w jednej chwili. Samą instalkę (darmowa wersja pozwala na pracę przez trzydzieści dni) można pobrać ze strony producenta (w TYM miejscu). Wymagania? Mój laptop jakoś dał radę, a najważniejsze że WMware Workstation 7.1.4 obsługuje Windows 7 Service Pack 1. Proces instalacji nie jest krótki.

 

Rys.1 | Rys.2: Najpierw trwa rozpakowanie podstawowych plików i pojawia się ekran powitalny instalatora.

 

Rys.3 | Rys.4: Możemy wybrać dwie wersje instalacji: Domyślną /Typical/ (która od razu przekieruje nas na ekran z domyślnym folderem instalacji), albo Indywidualną /Custom/ (dopasowana do własnych potrzeb i wymagań – domyślną dla mnie)

 

Rys.5 | Rys.6:  Jak widać wymagania przestrzeni dla podstawowej instalacji /Core Components/ są całkiem spore (3,3 GB). Do tego możemy dobrać komponenty deweloperskie (zintegrowanego debuggera dla Visual Studio oraz Eclipse)

 

Rys.7 | Rys.8: Oczywiście jeżeli nie mamy odpowiednich narzędzi (w tym wypadku Eclipse) na systemie gospodarza, to instalator zwróci nam błąd. Po odpowiedniej korekcji w ustawieniach, możemy przejść dalej, gdzie zostaniemy zapytanie o automatyczne sprawdzenie dostępności nowszej wersji na stronie producenta. Osobiście zalecam (chyba że wiemy, że ewentualna nowsza wersja nie pozwoli nam otworzyć naszych maszyn – a to się już zdarzało).

 

Rys.9 | Rys.10: Wspólpraca z producentem /Help Improve/ przydaje się i warto zaznaczyć statystyki. Warto też nie zasmiecac sobie zbytnio menu startowego/pulpitu/paska szybkiego dostepu (niepotrzebne skreślić) i zdecydowac się, gdzie nasz program ma być widoczny.

 

Rys.11 | Rys.12: Mam wrażenie, że niektóre ekrany sa zupełnie niepotrzebne, a co najgorsze wymagają one klikania, tak jak z potwierdzeniem, ze chcemy zainstalować to oprogramowanie, ale cóż. Tak bywa. Klikamy więc /Continue/  i rozpoczyna się proces instalacji.

 

Rys.13 | Rys.14: Ale tak naprawdę do rozpoczęcia głównej instalacji jeszcze trochę. Najpierw musimy podać klucz licencyjny (lub zostawić pole puste dla pracy w trybie trial). Powinniśmy też w tym miejscy dokonać restartu systemu operacyjnego, a że dla prawdziwego admina zawsze to lepiej trzy restarty niż dwa (potem też nam się to przydarzy) więc tym razem mówię no dobra, rób co musisz i wybieramy opcję /Restart Now/.

 

Rys.15 | Rys.16: A teraz, po restarcie VMware bierze nas z zaskoczenia: nie dość , że dopiero teraz daje nam do przeczytania licencję, to jeszcze pojawia się okienko evaluacyjnej wersji (mimo, ze wcześniej – czego nie widać na obrazku – podałem klucz licencyjny).

 

Rys.17 | Rys.18: Instalator zgodnie z naszym życzeniem wyrażonym na rysunku ósmym (8!) wynalazł dla nas nowszą wersję i daje nam możliwość jej pobrania, porzucenia myśli o niej, lub przypomnienia później. Pobieramy więc /Donwload and Install/

 

Rys.19 | Rys.20: Pobieramy, pobieramy, pobieramy i potem instalujemy

 

Rys.21 | Rys.22: Co ciekawe instalator wykrył, że nasza aplikacja pracuje (przecież to ona podjęła się próby pobrania i aktualizacji), możemy tu zrezygnować, albo kontynuować. Oczywiście wybieramy tę druga opcję /Continue/. Instalator przetwarza nasze żadanie.

 

Rys.23 | Rys.24: Jak się można było spodziewać (albo i nie) instalator dalej zgłasza błąd polegający na pracy aplikacji, nawet wyświetlił to na dwóch ekranach…

 

Rys.25 | Rys.26: …oraz zrzuca nam już naprawdę denerwujący błąd z czerwonym kolorem, zaś po wybraniu jedynej możliwej opcji czyki /OK/ … dostajemy następne okienko, które pozwoli nam odinstalować starą wersję (w tym wypadku 7.1.3.14951). Oczywiście tym prędzej decydujemy się na deinstalację /Uninstal/

 

Rys.27 | Rys.28: Ufff. Jestesmy coraz bliżej. Instalator przetwarza nasze żadanie aktualizacji (deinstalacji i ponownej instalacji już w wersji 7.1.4) oraz na samym końcu raczy nas oczekiwanym komunikatem o konieczności restatu. Wybieramy więc /Restart Now/

Rys.29: W zasadzie już kończymy. Instalator coś tam sobie jeszcze poustawia, posprawdza i po restarcie udostępni nam aplikację…

A co z tego trwającego ponad czterdzieści minut procesu (nie licząc czasu na restarty) wyniknęło i czy uda nam się zrobić coś na VMware Workstation 7.1.4 for Windows 7  with Service Pack 1 dowiemy się w następny piatek.

PS. Jednak kilka słów na temat wymagań się przyda:

  • platforma x86 lub x64
  • proceson mini 1.3 GHz
  • wskazana (i wspierana multiprocesorowość)
  • Intel VT lub podobny dla AMD przy systemach x64
  • minimum 1GB pamięci, zalecany 2GB lub więcej
  • maksymalnie 8GB dla maszyn x32 i 32GB dla x64
  • 16 lub 32 bitowy przetwornik wideo jest zalecany.
  • aplikacja wspiera Windows 7 Aero
  • wsparcie dla dysków IDE i SCSI (nic o SSD)
  • pełne wsparcie dla NATowania interfejsu fizycznego na maszynie gospodarza
  • praca na systemach Windows i Linux