[PL] PolskiBus afterwords… znaczy się co ja o tym sądzę?

Posted by koprowskit on February 22, 2012

LOGO__PolskiBus_biggestPodoba mi się. Przewoźnik powinien opanować wszystkie ciekawe trasy i wymusić zlikwidowanie dalekobieżnych połączeń kolejowych (przynajmniej dla tych, którzy mają dostęp do internetu). Idea jest prosta: wchodzisz na stronę, wybierasz połączenie (data, godzina, trasa) i kupujesz bilet (jeden lub więcej) i drukujesz pdf. Koniec.

Na kilka chwil przed odjazdem też można wsiąść do autobusu, bo przecież wszystkie bilety i tak można kupić tylko wcześniej przez internet, ale oczywiście opłaca się być trochę wcześniej, z uwagi na możłiwość wybotu miejsca. Siedzenia wygodne, skórzane, z rozkładanym oparciem i rozsuwane na bok, w rzędach bliżej środka. Podnóżki są, podłokietniki też. Jak również pasy bezpieczeństwa, które trzeba zapinać (o czym za granicą się przypomina pro-forma), a u nas wciąż pasażerowie nie chcą ich używać. Same autobusy różnią się odrobinkę od siebie, ale jest to mało zauważalna różnica. Pod siedzeniami jest prąd do laptopów, zaś sam internet lekko wprawdzie zrywa chwilami – ale generalnie jest. Autobus oczywiście klimatyzowanyi czysty!!! Toaleta działa jeśłi tylko nie ma mrozów. Z uprzejmością kierowców jest różnie – w 98 procentach jest ona bardzo wysoka, w pozostałych dwóch – akceptowalna.

W pierwszym kwartale mam przyjemność goszczenia w tych autobusach chyba z dwadzieścia razy, głównie na trasie Wrocław-Warszawa-Wrocław. Minusem dla mnie jest brak połączenia z Wrocławia do Krakowa czy Trójmiasta – te dwa bardzo by się przydały. Na samym końcu ceny – najtaniej jechałem za 10 PLN do Warszawy, najdroższy na razie bilet to wydatek 35 PLN. Kuszetka Warszawa-Wrocław (sześć i pół godziny jazdy) to 75 PLN. Da się komfortowo i szybko (zależy to tylko od rozbudowanych dróg) podróżować samemu (najlepiej na dwóchfotelach of kors), czy w grupie od dwóch osób.

Jeźdzę i będę jeździł i zdecydowanie polecam.

Topics: Obserwacje, [PL] | 2 Comments »

[PL]|[ES] Przychodzi Don Kichote do Terapeuty Uzależnień

Posted by koprowskit on February 14, 2012

Czytam książki. Zdarza mi się ich czytać mniej (na ten przykład żadnej w tygodniu poprzedzającym nadejście Nowego 2012 Roku), lub więcej (na tenże przykład pięć aktualnie / raczej symultanicznie). Tak, chwalę się robieniem na złość ludziom, czyt. socjologom i ośrodkom badań (nie)społecznych, którym zaburzam statystyki czytającego Polaka. Mniejsza z tym. W książkach tych z różnych dziedzin pojawiają się i króciutkie wypowiedzi i taksty zdecydowanie dłuższe. Zdania złożone, wielokrotnie złożone, czasem wielo- wielokrotnie. Kilka lat temu poznany na wieczorku autorskim (dokładnie w roku dziewieśdziesiątym piątym ubiegłego tysiąclecia, dokładnie dwudziestego drugiego lutego) we Wrocławiu Jan Paweł Krasnodębski, pisarz, terapeuta uzależnień, terapeuta alkoholików opatrzył dedykacją swoją książkę “Wielkie Nic”. W tej dość przygnębiającej jak na mój ówczesny wiek książce, spotkać można historię trzech mężczyzn (syn-ojciec-dziadek) i przyjrzeć się konfliktowi pokoleń. W tej powieści urzekło i zafascynowało mnie zdanie wielo- wielo- wielokrotnie złożone, które chciałbym zacytować poniżej:

Porwał ją za rękę i znowu biegli, miała teraz więcej sił albo on był słabszy, biegli równo obok siebie i obawiał się, że Marysia wyprzedzi go i to ona będzie ciągnąć go za rękę, wlec, a on będzie prosił, żeby przestała, pomyślał, że bardzo niewiele pił, ale nie, tak było dobrze, nie chciał przecież być pijany, był w sam raz pijany, pijany i trzeźwy, tylko taki stan dawał mu tę jasność sytuacji i całkowita pewność, że teraz właśnie teraz jest jego wielka szansa, jedyna szansa, której nie może zaprzepaścić, bo tyle już szans życiowych zaprzepaścił, ale teraz nie, tej nocy pójdzie na całego, pójdzie do końca, dzisiaj jest siódma rocznica, mówiła Marysia, dzisiaj jest siódma rocznica, ale było to bez znaczenia, paplała sobie coś pijana, jak rocznica, co za rocznica, po co rocznica, myślał i znowu dzikie bębny wypełniły mu głowę i biegł w tej muzyce, siły wróciły, Marysia zostawała w tyle, ciągnął ją bełkocząca o jakiejś solidarności, zaczęło padać i wyszły gwiazdy, skądś doszło pohukiwanie, chwilę później dziwny głos ptaka, teraz, gdy był wreszcie sobą wyzwolony z więzów, które pętały go od lat, właśnie teraz, gdy miał tę dziewczynę przy sobie, obok, tę, która już przestała go właściwie interesować , ale była z nim, a to znaczyło , że nie był sam, która mogła mu służyć jako cel do zrealizowania planów, podobnie jak trzy lata temu potrzebował sekretarki, teraz właśnie potrzebował takiej właśnie dziewczyny, aby mógł z nią popływać i wypłynąć gdzieś daleko na sam środek jeziora, na samą głębię i zanurkować tam wspólnie z nią i trzymając ją kurczowo, aby nie umknęła, aby nie pozostał sam, aby już nigdy mu nie uciekła, opaść na dno, dotknąć tego wspaniałego mulistego dna, złączyć się z nią żelaznym uściskiem i tak pozostać, nagle ujrzał przed sobą przeraźliwie długie światła pędzącego samochodu i zapragnął przybliżyć ten moment, wystarczyło lekko szarpnąć się w prawo, samochód przemknął prawie ocierając się o niego, usłyszał krzyk, nie widział teraz nawet zarysów jezdni, ale biegł oślepiony dalej i dalej ciągnął za sobą te wymarzoną kochankę, te wymarzoną dziewczynę głębinową, te nimfę wodną, te księżną wodorostów, te heroinę mulistego dna, już było niedaleko, na pewno było niedaleko, już widział, jak zrzucają z siebie ubrania i skaczą w wodę, albo nie, szkoda czasu, w ubraniach, z biegu wpadną prosto w toń i popłyną crawlem na sam środek, ale cały czas będzie pilnował, żeby nie opuściła go ani na moment, bo ona była ta jedyną, wymarzoną, która musiała z nim pozostać, ta właśnie kobieta, ta cudowna dziewczyna, która będzie przyrządzać mu obiady, która będzie policzkować go i chłostać, która będzie go deptać i kopać, która będzie i matką, i żoną, i perwersyjną kochanką, ona jedyna, wyjął bucik z kieszonki kurtki i wąchał łapczywie, wdychał ten zapach skóry przemieszany z zapachem potu, tan najcudowniejszy zapach, poczuł że jest podniecony i pomyślał, że tam, w wodzie, na samym dnie, osiągnie najwspanialszy orgazm, nigdy już nie będzie samotny, to ona zapełni mu te samotność raz na zawsze, chodź, kochana, powtarzał, już niedaleko, chodź, kochana, puszczał się galopem, przed siebie, zostawiał ja zataczająca się na jezdni, potem wracał, chwytał za rękę i ciągnął za sobą, chodź, kochana, chodź, maleńka, powtarzał i znowu odrywał się od niej i pędził prosto, nigdy nie miał aż tylu sił, gnał przed siebie, a serce biło mocno, równo i spokojnie, jego silne, niezwyciężone, szczęśliwe serce, nie potrzebna mu była żadna nitrogliceryna, takie serce nie umiera na zawał, wracał do dziewczyny i pchał ją przed siebie, ciągnął, wlókł, a ona skurczała, prosiła o coś, kochana, powtarzał, jeszcze trochę, moja jedyna, moja dzielna, kochana, znienacka ujrzał polanę z lewej strony, tutaj, krzyknął, wpadli na polanę, zobaczyli księżyc nad olbrzymim stawem, zderzył się z jakąś tabliczką, udało mu się przeczytać, kąpiel wzbroniona , chodź, mała, chodź, powtarzał, słaniała się na nogach, wlókł ją, zaczekaj, zaczęła nagle krzyczeć, gdzie ty biegniesz, puść mnie, nie puszczę cię już nigdy, mówił, już nigdy, i podziwiał te lśniąca toń wody, księżyc odbijał się jak dziecinna piłka, staw był bezkresny, szeroki, a nad nim gwiazdy i księżyc z poświatą, był pewien, że to słońce, w głowie znowu zabrzmiały mu bębny, to była wspaniała muzyka, wymarzone miejsce, puść mnie, usłyszał, jesteś pijany, kochanie moje, kochanie moje, kochanie, mówił, jeszcze tylko maleńkie wzniesienie, które musza pokonać i już wszystko przed nimi, mogą skoczyć, wpaść, rzucić się złączeni uściskiem, spłatani rękami, nogami, nierozerwalni, jeszcze tylko małe wzniesienie, Artur, usłyszał przeraźliwy głos, zatrzymaj się, nie czuł paznokci zrywających skórę rak, nie czuł zębów gryzących palce, był niezwyciężony, szykował się do skoku, do tego jedynego skoku i już miał przekroczyć te granicę miłości, samotności, obłędu i śmierci, potknął się o wystający korzeń, poderwał się momentalnie, ale zaplątał się w leżący konar i runął na twarz mając przed sobą czystą toń wody, usiłował doczołgać się, ale dziewczyna jak drzewo runęła na niego przyduszając do mokrej ziemi i krzycząc:

- Kurwa, moja noga! Boli!!

A Don Kichot? Wiele lat później po przeczytaniu wyżej wymienionej książki rozpoczęła się moja przygoda z hiszpańskim. Po jakimś czasie (trzy miesiące intensywnego kursu wakacyjnego i rok standardowego) sięgnąłem po bardzo popularną pozycję: Miguel de Cervantes Saavedra napisał wydaną po raz pierwszy w dwóch częściach w 1605 i 1615 roku książkę: “El ingenioso hidalgo don Quijote de la Mancha” Jak się okazało w trakcie czytania, już czterysta lat temu zdania złożone, wielo- wielokrotnie złożone pojawiały się w literaturze (i oczywiście nie mówię tu o samych pieśniach (takich jak Antonio czy Canción de Grisóstomo), a o zwykłym tekście. Spójrzmy na CAPITULO III: Donde Se Cuenta La Graciosa manera Que Tuvo Don Quijote En Armarse Caballero:

A esto dijo el ventero que se engañaba: que, puesto caso que en las historias no se escribía, por haberles parecido a los autores dellas que no era menester escribir una cosa tan clara y tan necesaria de traerse como eran dinero y camisas limpias, no por eso se había de creer que no los trujeron; y así, tuviese por cierto y averiguado que todos los caballeros andantes, de que tantos libros están llenos y atestados, llevaban bien herradas las bolsas, por lo que pudiese sucederles; y que asimismo llevaban camisas y una arqueta pequeña llena de ungüentos para curar las heridas que recebían, porque no todas veces en los campos y desiertos donde se combatían y salían heridos había quien los curase, si ya no era que tenían algún sabio encantador por amigo, que luego los socorría, trayendo por el aire, en alguna nube, alguna doncella o enano con alguna redoma de agua de tal virtud, que en gustando alguna gota della, luego al punto quedaban sanos de sus llagas y heridas, como si mal alguno hubiesen tenido; mas que en tanto que esto hubiese, tuvieron los pasados caballeros por cosa acertada que sus escuderos fuesen proveídos de dineros y de otras cosas necesarias, como eran hilas y ungüentos para curarse; y cuando sucedía que los tales caballeros no tenían escuderos (que eran pocas y raras veces), ellos mesmos lo llevaban todo en unas alforjas muy sutiles, que casi no se parecían, a las ancas del caballo, como que era otra cosa de más importancia; porque, no siendo por ocasión semejante, esto de llevar alforjas no fue muy admitido entre los caballeros andantes; y por esto le daba por consejo, pues aun se lo podía mandar como a su ajihado, que tan presto lo había de ser, que no caminase de allí adelante sin dineros y sin las prevenciones referidas, y que vería cuán bien se hallaba con ellas, cuando menos se pensase.

A teraz szukam następnych tego typu ciekawostek. Obie pozycje zadomowiły się już na moich półkach, więc czas na poszukiwania nowych wrażeń.

Topics: Obserwacje, [ES], [PL] | No Comments »

[PL] The Shēngxiào | Rok Smoka

Posted by koprowskit on January 24, 2012

Rok 2012 będzie rokiem specjalnym. Nie tylko ze względów związanych z nowym produktem bazodanowym giganta (wciąż giganta) z Redmond, ale rónież z powodu rozpoczęcia się Roku Smoka. Mojego znaku zodiaku. Co ciekawe zazębiającego Rok Ognistego Smoka i Rok Wodnego Smoka. Rok ten zaczął się wczoraj, dwudziestego trzeciego stycznia i potrwa do dziewiątego lutego przyszłego roku. jak podaje chińska charakterystyka tego znaku:

Smok był symbolem chińskiego imperatora. Tron imperatora był nazywany „Smoczym Tronem” i według zwolenników konfucjanizmu, na ideał całej ziemi powinien mieć wpływ błyszczący przykład życia imperatora. Ludzie urodzeni w roku Smoka są dobrego zdrowia, tryskają energią, długo żyją, łatwo się irytują, są niecierpliwi i zawzięci.

Z drugiej strony są godne zaufania, szczere, odważne i pewne siebie. Są perfekcjonistami i wymagają tego samego od innych. Zawsze starają się pokazać swoje pozytywne cechy, ale czasem przesadzają ze swoją rolą jako błyszczących przykładem. W życiu smoki są nieugięte i odnoszą sukcesy czymkolwiek się zajmują. Pośród dwunastu znaków zodiaku są uważane za najbardziej ekscentryczne osoby.

A czy będzie się działo ciekawie w tym roku? Z pewnością wiele tematów się pojawi: kilka konferecji (w tym zagraniczne wystąpienia) już w pierwszym kwartale, kilka zaplanowanych szkoleń, warsztaty autorskie… Z tematów bardziej prywatnych: wystawa fotograficzna już w przyszłym wygodniu, pierwsza własna książka (może w okolicach miesięcy wakacyjnych), może wreszcie urlop będący urlopem – czekaja na mnie i na Kostaryce i w Brazylii i w Kolumbii – czyli wyjazd na przynajmniej trzy tygodnie. Wyjazd tez przydałoby się zorganizować na czas tego beznadziejnego EURO 2012, może się uda.

Zmian w życiu osobistym nie oczekuję żadnych, ale na całe szczęście nie jestem już uwiązany przeszłością – więc wszystko się może zdarzyć. Jest też trochę planów stricte sportowych, ale w tym wypadku raczej będę informował o ewentualnych rezultatach (jeśli się pojawią) niż o planach. I jak do tej pory oczywiście odkrywanie kuchni, nowych smaków, kombinacji i wymysłów. Coś nowego w sprawach językowych na pewno się pojawi; angielski i hiszpański niejako naturalnie już funcjonują, w tym roku czas na portugalski i islandzki (ich naukę powolutku zacząłem czas jakiś temu)… zobaczymy co z tego wyjdzie.

Podsumowanie… około połowy lutego przyszłego roku.

PS. The Shēngxiào| Rok Smoka zostanie uczczony niebawem…

Topics: Obserwacje, [PL] | No Comments »

Next Entries »
Content Protected Using Blog Protector By: PcDrome.